Podwórze szkolne w przerwie przypominało rojowisko niespokojnych pszczół. Młodsze dzieciaki skakały, biegały i wrzeszczały na placu przed wejściem, podczas gdy starsi schodzili na tyły budynku, gdzie zajmowali się swoimi, wydawałoby się najważniejszymi, sprawami.
Grupa chłopaków z wyższych klas zebrała się w ustronnym kącie, snując plan na to, jak opuścić ostatnią lekcję i zdążyć na wyczekiwany od miesiąca film akcji.
Za rogiem pojawiła się grupka dziewczyn z równoległej klasy razem z podejrzanym mężczyzną, który nerwowo rozglądał się, wyciągał z torby różne ubrania i prezentował je dziewczętom. Ania Wetkina zaciekawiona wzięła coś przypominającego spódnicę i zaczęła przymierzać, choć ten kawałek materiału nie zakrywał nawet kolan.
Mężczyzna nerwowo rozglądał się dookoła, usłyszawszy tupot za plecami, szybko schował wszystko do torby i pośpiesznie odszedł. Dziewczyny zaczęły podnosić wrzawę i ruszyły za nim, a tylko Maria Starostina stała spokojnie. Jakby tylko dla towarzystwa, nic z jego „towarów” nie zainteresowało jej, a w ogóle różniła się od reszty klasowych koleżanek. Nie malowała się, nosiła warkocze, nigdy nie wkładała krótkich spódniczek, i w nauce radziła sobie całkiem dobrze – zawsze była cicha i poważna.
– Fajna ta Maria, ale nie nasza – zaśmiał się Denis Podustow, robiąc minę, która rozbawiła resztę chłopaków.

– Czemu nie nasza? – ożywił się Pasha Lebiediew, klasowy dowcipniś. – Nikt nie broni zrobić swojej. A nie dasz rady? – wyzwał Denisa.
– Nie chce mi się – prychnął tamten.
– No właśnie, słabo, słabo – dokuczali pozostali – sam nie może oderwać od niej wzroku, a ona taka niedostępna jak forteca, dlatego się boisz! – rozległ się śmiech.
– Nie, nic się nie boję… Zrobię ją swoją! Będzie za mną biegać jak piesek na smyczy! – rzekł dumnie Denis.
– Nie uda się – wtrącił Kostia, kujon, który stał trochę na uboczu, jak zwykle.
– Zakład? – wyciągnął rękę Denis.
– W głupie zakłady nie wchodzę – odpowiedział Kostia, poprawiając okulary.
– A może zagrajmy ze mną? – włączył się Pasha – wygrasz – dostaniesz mój nowy magnetofon, przegrasz – oddasz mi motor, i tak stoi zakurzony. Masz miesiąc. – Splunął i ruszył w stronę szkoły, słysząc dzwonek.
– Trzy – poprawił Denis.
– Dobra, trzy! Orzech jest twardy, co, chłopaki?
Grupa wybuchła śmiechem i poszła za nim.
Już na następnej przerwie Denis zaczął działać. Spotkał Marię na korytarzu i złapał za ramiączko jej torby:

– Starostina, czekaj! Napisałaś już wypracowanie?
– Co ci do tego? – odsunęła torbę Maria.
– Pomóż mi napisać! W naszej klasie dziewczyny są złośliwe, a i tak średnio się uczą. A ty zawsze jesteś wzorem w literaturze. Pomożesz?
– To napisz sam!
Maria uniosła nos i ruszyła w stronę schodów.
– No to się poddaj, póki nie jest za późno – odezwał się Pasha, obserwując scenę.
– Nie ma mowy! Teraz tym bardziej nie pomogę. Co za pruderyjna!
– No dobra, próbuj, a my pooglądamy! – uśmiechnął się Pasha.
Następnego dnia Denis nie podszedł do Marii. Postanowił najpierw wymyślić strategię, potem działać.
– Tonka, jak poderwać dziewczynę? – zwrócił się do starszej siostry.
– Co? Nie za wcześnie na podrywanie?
– W sam raz.
– Nie wiem, dziewczyny różnie reagują. Na co ona w ogóle leci?
– Na nic, jest dziwna… grzeczna taka.

– No to nie wiem. Spróbuj komplementów, kwiatków, karteczek, czekoladki do tornistra dyskretnie włożyć. Może zadziała – wzruszyła ramionami Tonka – Idź już, nie mam czasu…
– No jasne – mruknął Denis i poszedł do swojego pokoju. Usiadł, opierając policzek na dłoni i zaczął pisać tekst karteczki. Nie miał pomysłu. Nie wiedział, co napisać dziewczynie, która zajmowała mu myśli, przez którą zaczął słabo się uczyć i źle spać… Nic mu nie wychodziło.
Myśli o tej karteczce nie opuszczały go nawet na lekcjach. Patrzył przez okno, ignorując nauczycielkę fizyki, gdy na boisko wyszła klasa Marii na wf. Zobaczył ją i poczuł ten dziwny dreszcz, który dopadał go za każdym razem, gdy ją widział. Oderwał kartkę z zeszytu, jeszcze raz spojrzał na Marię i napisał: „Mario, podobasz mi się! – pomyślał i dodał – Bardzo!”.
Nie wiedział, jak podejść i wręczyć karteczkę, ale w końcu zebrał się na odwagę. Mógł przecież wysłać młodszych kolegów, ale postanowił zrobić to sam.
– Starostina? – zawołał po lekcjach, a ona się obejrzała.
Za nimi zebrała się grupa uczniów. Pewnie chcieli się pośmiać z jego porażki, ale Denis nie zamierzał się poddać.
– Trzymaj! Przeczytaj, jak będziesz miała czas! – podał karteczkę i szybko odszedł, nie chcąc od razu usłyszeć odmowy.
W środku czuł strach, że zostanie wyśmiany. Cała jego natura mówiła mu, by się odwrócić i sprawdzić, czy czyta, ale nie pozwolił sobie.
– Denis! Poczekaj! – zawołała Maria.
Zatrzymał się, nieśmiało się odwracając, ale ona już go dogoniła i stanęła obok.
– To ty to napisałeś? – zapytała ostrożnie.

– Tak, ja. Co? Źle napisane? Nie jestem w tym dobry…
– Nie, po prostu… ja też ci się podobam. Bardzo… – policzki Marii zarumieniły się ze wstydu.
W środku coś pękło, gdy zobaczył ponury wzrok Kostii i zawiedzione oblicze Pashy. Wszystko potoczyło się zbyt łatwo i nic nie trzeba było robić. Zauważył, że dziewczyny, które wcześniej się nim interesowały, patrzą na nich razem, podobnie jak chłopcy z innych klas. Na moment przestraszył się, że zaczną go nazywać nieudacznikiem i drażnić z powodu nowej dziewczyny.
Zaczął się śmiać, a Maria patrzyła na niego z niedowierzaniem, nie rozumiejąc, co go tak rozbawiło.
– Serio? Żartowałem, Starostina! Jak ktoś taki jak ty, nudziara, może się komuś podobać? Z tobą nawet stać obok jest nudno.
Wszyscy zaczęli chichotać, a Denisowi zrobiło się bardzo przykro. Nie rozumiał, co się z nim dzieje i chciał się rozpuścić w powietrzu. Tak bardzo chciał uciec, że nie miał siły stać, ale stał dumnie z podniesioną głową, patrząc, jak łzy płyną po policzkach dziewczyny.
Maria nie obraziła się ani nie nazwała go idiotą, tylko zgniotła karteczkę w dłoni i pobiegła na przystanek. A do Denisa podeszli chłopcy.
– To ty chcesz ją przywiązać do siebie? – zapytał Pasha. – A ja myślałem, że już wygrałeś zakład i będziesz się żegnał z magnetofonem.
– Chodź, oddam ci motor. Nie dam rady z tą… Krótko mówiąc, zrozumiałeś. Wszyscy będą się ze mnie śmiali…
Denis oddał motor. Wiedział, że rodzice nawet nie zauważą braku, a jeśli się dowiedzą, że dał go koledze, nie będą mieli nic przeciwko.

Życie Denisa zmieniło się w koszmar po tych wydarzeniach. Nie mógł znaleźć spokoju, bo dobrze rozumiał, jak bardzo się źle zachował.
Marię zaczęto wyśmiewać i dokuczać. To upokorzenie było najgorszym, co ją spotkało i nie rozumiała, dlaczego tak się stało. I dlaczego tak szybko mu uwierzyła? W przeciwieństwie do innych dziewczyn, Maria nigdy nie starała się upiększać siebie. Nie uważała, że spódniczki ledwo zakrywające bieliznę są ładne. Może gdyby zachowywała się jak inne, Denis naprawdę by się w niej zakochał? A może nie… Smutno przyjmując, że przez resztę roku będzie musiała znosić drwiny rówieśników, Maria próbowała ich ignorować.
Pewnego dnia usłyszała od dziewczyn, że Denis przegrał zakład na motor, że miał ją oczarować i sprawić, by biegała za nim, ale w końcu się poddał.
Dlaczego tak postąpił, skoro mógł łatwo wygrać, nie wiedziała, więc postanowiła z nim porozmawiać. Nawet jeśli znów będzie się z niej śmiał i grał klauna.
– Denis, czekaj! – zatrzymała go przy schodach i zaprosiła do okna. – Słyszałam o zakładzie, który przegrałeś… Dlaczego? Mogłeś łatwo wygrać!
Minęło kilka miesięcy od chwili, gdy Denis wyśmiał Marię przy wszystkich, a przez ten czas nienawidził siebie za to, co zrobił. Myślał, że mógł postąpić inaczej i odwołać zakład. Zrozumiał, dlaczego zareagował tak po jej wyznaniu. Tylko czy powinien był się do niej przyznać i czy ona mu wybaczy? Ale nie wiadomo, jeśli się nie spróbuje.
– Przegrałem przez zakład i odmowę… Ty tak łatwo powiedziałaś, że ci się podobam, jakby to było prawdą. Po prostu uważałem cię za zarozumiałą i zdenerwowałem się, że jesteś taka dumna, i wszedłem w zakład z chłopakami. A ty tak szczerze przyznałaś, że ci się podobam… Bez odrobiny dumy. Straciłem głowę. Nie chciałem, żeby to było przez zakład, bo zrozumiałem, że jesteś inna.
Maria się uśmiechnęła i lekko zarumieniła. Na pewno wyróżniała się spośród innych dziewczyn. Tylko po tym, co zrobił Denis, nie spodziewał się, że ona może go pokochać.
– A czemu milczysz? – zapytała nagle Maria.
– Co mam powiedzieć? Przepraszam, że tak wyszło… – zmieszał się Denis.
– Nie, ja o czym innym… Dlaczego nie zapraszasz mnie na randkę, jeśli naprawdę ci się podobam?
Zapanowała cisza. Maria zaczęła gryźć wargi, myśląc, że szczerość znowu może jej zaszkodzić, ale Denis się uśmiechnął i podał jej rękę, proponując, że zaniesie torbę.
– Chodźmy do kina?

Resztę roku Maria i Denis spędzili razem. Wzajemnie się wspierali w nauce, a ci, którzy się z nich śmiali, już nie rozumieli, co się dzieje, ale milczeli, bo lepiej nie było z Denisem zadzierać.
Pasha pojeździł trochę motorem i oddał go Denisowi, mówiąc, że zakład był głupi, a rozrzucać rzeczy kupione przez rodziców to nie w porządku.
Po szkole Maria i Denis poszli na ten sam uniwersytet, a potem zdecydowali się pobrać i założyć prawdziwą rodzinę.
… Wszystkie ich marzenia się spełniły, a uczucie przetrwało lata.
Jeśli chcesz, mogę dostosować tekst pod kątem stylu lub skrócić go — daj znać!

– Zakład? – Denis dumnie uniósł głowę – Będzie biegać za mną jak piesek na smyczy! – a potem wydarzyło się coś niesamowitego…
Podwórze szkolne w przerwie przypominało rojowisko niespokojnych pszczół. Młodsze dzieciaki skakały, biegały i wrzeszczały na placu przed wejściem, podczas gdy starsi schodzili na tyły budynku, gdzie zajmowali się swoimi, wydawałoby się najważniejszymi, sprawami.
Grupa chłopaków z wyższych klas zebrała się w ustronnym kącie, snując plan na to, jak opuścić ostatnią lekcję i zdążyć na wyczekiwany od miesiąca film akcji.
Za rogiem pojawiła się grupka dziewczyn z równoległej klasy razem z podejrzanym mężczyzną, który nerwowo rozglądał się, wyciągał z torby różne ubrania i prezentował je dziewczętom. Ania Wetkina zaciekawiona wzięła coś przypominającego spódnicę i zaczęła przymierzać, choć ten kawałek materiału nie zakrywał nawet kolan.
Mężczyzna nerwowo rozglądał się dookoła, usłyszawszy tupot za plecami, szybko schował wszystko do torby i pośpiesznie odszedł. Dziewczyny zaczęły podnosić wrzawę i ruszyły za nim, a tylko Maria Starostina stała spokojnie. Jakby tylko dla towarzystwa, nic z jego „towarów” nie zainteresowało jej, a w ogóle różniła się od reszty klasowych koleżanek. Nie malowała się, nosiła warkocze, nigdy nie wkładała krótkich spódniczek, i w nauce radziła sobie całkiem dobrze – zawsze była cicha i poważna.
– Fajna ta Maria, ale nie nasza – zaśmiał się Denis Podustow, robiąc minę, która rozbawiła resztę chłopaków.
– Czemu nie nasza? – ożywił się Pasha Lebiediew, klasowy dowcipniś. – Nikt nie broni zrobić swojej. A nie dasz rady? – wyzwał Denisa.
– Nie chce mi się – prychnął tamten.
– No właśnie, słabo, słabo – dokuczali pozostali – sam nie może oderwać od niej wzroku, a ona taka niedostępna jak forteca, dlatego się boisz! – rozległ się śmiech.
– Nie, nic się nie boję… Zrobię ją swoją! Będzie za mną biegać jak piesek na smyczy! – rzekł dumnie Denis.
– Nie uda się – wtrącił Kostia, kujon, który stał trochę na uboczu, jak zwykle.
– Zakład? – wyciągnął rękę Denis.
– W głupie zakłady nie wchodzę – odpowiedział Kostia, poprawiając okulary.
– A może zagrajmy ze mną? – włączył się Pasha – wygrasz – dostaniesz mój nowy magnetofon, przegrasz – oddasz mi motor, i tak stoi zakurzony. Masz miesiąc. – Splunął i ruszył w stronę szkoły, słysząc dzwonek.
– Trzy – poprawił Denis.👇👇 Kontynuacja w pierwszym komentarzu pod zdjęciem 👇👇👇
