Tamten dzień był ciepły i spokojny.
Chłopcy bawili się nad brzegiem cichej rzeki. Wypuszczali w wodę łódki z kory, rzucali kamykami, a ich śmiech niósł się po całym lesie, odbijając echem.
Nagle jeden z chłopców — Iliasz, najbardziej ciekawski w grupie — zauważył coś dziwnego.
Na piasku, tuż przy wodzie, leżał gruby sznur. Jeden jego koniec wpadał prosto do rzeki, znikając pod mętną taflą, a drugi spoczywał na brzegu.
— Patrzcie! — zawołał Iliasz. — Może tam jest skarb?

Ale koledzy od razu się wycofali.
— Lepiej go nie ruszaj, może to śmieci… — powiedział ktoś niepewnie.
— Albo pułapka! — dodał inny.
Mimo strachu Iliasz pochylił się i chwycił sznur. Był mokry i zimny. Pociągnął — poczuł opór. Na drugim końcu coś ewidentnie było.
— Ciągnę! — krzyknął, ale przyjaciele zaczęli się cofać. Ktoś nerwowo się zaśmiał, ktoś inny po prostu pobladł.

— Chodźmy stąd! — krzyknął jeden z nich i jako pierwszy uciekł.
Po chwili Iliasz został nad rzeką sam. Serce waliło mu jak młot.
Znów pociągnął — tym razem mocniej. Sznur ustąpił powoli, jakby coś ciężkiego sunęło po dnie. Woda się zmieszała, a z głębi wynurzyło się coś strasznego.
Chłopiec zamarł, ale nie puścił sznura. Ciągnął dalej, aż w końcu zobaczył, co wypłynęło na powierzchnię…

To było ciało mężczyzny. Woda spływała po jego twarzy, oczy były zamknięte, ubranie przylegało do skóry. Sznur był owinięty wokół pasa, a na szyi widniały ślady siniaków.
Iliasz krzyknął. Sznur wypadł mu z rąk, odskoczył i pobiegł w stronę wioski. Łzy zasłaniały mu oczy, oddech był urywany, ale nie zatrzymywał się.
Gdy dorośli wrócili z nim nad brzeg, ciało zostało już przyciągnięte przez nurt bliżej płycizny. Później okazało się, że mężczyzna był poszukiwany od tygodnia.
A sznura, tego samego, nikt do dziś nie odważył się dotknąć. Leży nadal przy brzegu, przypominając, że czasami ciekawość może odsłonić przerażającą prawdę.

Sześciolatek zobaczył mokry sznur nad rzeką: pociągnął go i po kilku minutach z wody wypłynęło coś przerażającego…
Tamten dzień był ciepły i spokojny.
Chłopcy bawili się nad brzegiem cichej rzeki. Wypuszczali w wodę łódki z kory, rzucali kamykami, a ich śmiech niósł się po całym lesie, odbijając echem.
Nagle jeden z chłopców — Iliasz, najbardziej ciekawski w grupie — zauważył coś dziwnego.
Na piasku, tuż przy wodzie, leżał gruby sznur. Jeden jego koniec wpadał prosto do rzeki, znikając pod mętną taflą, a drugi spoczywał na brzegu.
— Patrzcie! — zawołał Iliasz. — Może tam jest skarb?
Ale koledzy od razu się wycofali.
— Lepiej go nie ruszaj, może to śmieci… — powiedział ktoś niepewnie.
— Albo pułapka! — dodał inny.
Mimo strachu Iliasz pochylił się i chwycił sznur. Był mokry i zimny. Pociągnął — poczuł opór. Na drugim końcu coś ewidentnie było.
— Ciągnę! — krzyknął, ale przyjaciele zaczęli się cofać. Ktoś nerwowo się zaśmiał, ktoś inny po prostu pobladł.
— Chodźmy stąd! — krzyknął jeden z nich i jako pierwszy uciekł..…👇👇 Kontynuacja w pierwszym komentarzu pod zdjęciem 👇👇👇
