– Taisio, przykro mi prosić – zaczęła drżącym tonem moja stała klientka, Daria – ale czy mogłabyś dziś przyjechać do mnie i zrobić mi manicure w domu? Wiem, że to kłopot, ale lekarz zabronił mi teraz wychodzić z domu, a wieczorem byłoby lepiej. Brzuch od rana ciągnie. Nie dam rady jechać autobusem, a w taksówce okropnie mdli mnie. – Zadzwoniła godzinę przed umówioną wizytą.
Taisija właśnie skończyła manicure u poprzedniej klientki i sprzątała stół. Miałaby później przerwę obiadową – planowała wpaść do pobliskiej kawiarni. Z usług domowych dawno nie korzystała, ale zestaw zawsze miała pod ręką: stara, ale sprawna lampa, jednorazowe narzędzia, wystarczyło tylko dosypać lakieru.
Wczuła się w sytuację Darii – mąż miał zostać dłużej w pracy, pewnie sama będzie w czterech ścianach tęsknić. Bez chwili wahania zgodziła się pojechać.
– Dasz znać, w jakich kolorach chcesz manicure? Żeby dobrać odcienie – zapytała Taisija.
– Zaufam Tobie – odpowiedziała Daria płaczliwie. – Chcę tylko trochę skrócić paznokcie, bo wkrótce rodzę. Coś delikatnego, bez udziwnień. Nie zajmę Ci dużo czasu.

Uzgodniły odpowiednią porę i Taisija poszła na obiad. Choć pogoda była ponura – ciężkie chmury zasłoniły niebo – ona pogrążyła się w lekkim niepokoju. Chciało się płakać, słodyczy, melodramatów pod kocem. Na moment nawet pomyślała, że może sama jest w ciąży. Sprawdziła kalendarzyk – PMS tylko – i postanowiła się nie poddawać tej pogodzie duszy. Wieczorem przytuli męża – wszystko się ułoży.
Po drodze do klientki zahaczyła o ulubioną cukiernię i kupiła ulubione ciastka – myśląc o tym, jak ucieszy z nich Oleg. Napisała mu, że bardzo tęskni – on odpowiedział serduszkiem. I na duszy rozjaśniło się. Zrobiło się lekko, wesoło, chciało się śpiewać, śmiać, wirować.
Gdy podjechała pod blok Darii, na szybie auta zobaczyła drobną mżawkę – wkrótce miał padać deszcz. Zaparkowała niedaleko, weszła do nagrzanego i zaskakująco suchego korytarza, zamówiła windę. Uśmiechała się, myśląc o ciepłym domu, herbacie i kąpieli po powrocie. Mąż też powinien był już być w domu – jutro miał wolne, mogliby wypocząć razem.
Gdy drzwi mieszkania Darii się uchyliły, Taisija zamarła – jeszcze niedawno taka życzliwa klientka… Teraz na progu stał jej mąż.
– Oleg? Co ty tu robisz?! – wyrwało się jej, widząc go w domowym stroju.
– Tasio? Jak mnie znalazłaś? Wyłączyłem telefon… A to ty jesteś ta manikiurzystka! – mówił zaskoczony Oleg, trzymając się za głowę.
Za nim pojawiła się drobna, uśmiechnięta kobieta, głaszcząca brzuch.
– Taisija, proszę, wejdź do salonu. Oleżek, puść ją już do środka — mówiła Daria. – Musimy pogadać.
– Ty to specjalnie zaaranżowałaś?! – burknął Oleg, zwracając się do niej.

– Naprawdę… twoja żona okazała się zbyt głupia. Słaba się okazała. To jest mój Oleg, Taisija. Opowiadałam ci o nim! Wkrótce zostanę mamą, syn mi się urodzi. On już remontuje pokój dla naszego dziecka. Twoja rola żony jest już zajęta. Oleg tak się cieszył z mojej ciąży…
– Zamknij się! – krzyknął Oleg. – Taisija, daj mi szansę wyjaśnić.
Taisija była jak sparaliżowana. Wszystko w jej głowie walczyło: rozum wiedział, że to koniec, ale wstyd i szok trzymały ją na miejscu. Patrzyła na męża, na triumfalną Daria – a nie mogła nic zrobić.
– Daria, to już koniec. My z Olegiem się kochamy – powiedziała spokojnie. – Żony nie dasz rady mi ukraść.
– A czy ty wiesz, że ja czekam na dziecko? – pisnęła Daria. – Tego dziecka nie będziesz mu w stanie urodzić!
Daria złapała się za brzuch i zrobiła dramatyczny krok, ale Taisija szybko wyszła. Nie chciała histerii, nie chciała płaczu. Uważała, że faceci zdradzają – wiadomo – ale już uroniła łzę. Taisija wiedziała, że matka jej przyjmowała niewierność ojca, ale ona sama nie chciała płakać po nocach. Odeszła do auta i patrzyła na spadające krople deszczu.
Wtem Oleg poprosił:
– Tasio, daj mi jeszcze szansę… Wszystko nie takie jak myślisz…
– Czy ty ją kochasz? – zapytała spokojnie Taisija.

– Nie kocham. Ale nie mogę jej zostawić teraz, gdy jest w ciąży. To był tylko jeden raz… Zobaczyłem ją po wieczorze z kolegami… A teraz jest w ciąży, i nie chciała robić aborcji. Od tamtej pory nie wiedziałem, jak ci powiedzieć. Tylko ciebie kocham i nie potrafię z tobą żyć, nie oglądać twoich oczu.
Taisija czuła się odrealniona. Jakby śniła koszmarny sen. Ale nie – wszystko działo się naprawdę. Nagle niebo rozświetliły pioruny, lunął deszcz. Z oczu kobiety popłynęły łzy, szybko ocierała je. Chciało jej się uwierzyć – ale prawda była taka, że mąż spodziewał się dziecka z kimś innym. Czy to w ogóle jego? Albo tylko wymysł? Zdziwienie ściskało jej serce.
– Siadasz za kierownicę? – zapytała chrypliwie.
– Oczywiście – odpowiedział Oleg i wsiadł. Ruszyli powoli, ale w ulewie spowodował wypadek czołowy. Ostatnie słowa, które usłyszała:
– Tasio, żyj… kocham cię…
Zamknęła oczy i obudziła się w szpitalu. Pielęgniarka uspokoiła — dziecku nic nie grozi. Taisija miała lekką kontuzję.
– Dziecko? – pomyślała. – Jestem w ciąży!
I wtedy padło kolejne pytanie: a co z Olegiem?

– Twój mąż przyjął cały impakt – powiedział lekarz. – Jest w ciężkim stanie. Przeżyje, ale nie wiadomo, czy wróci do sprawności. Teraz najważniejsze twoje dziecko.
Przez dwa tygodnie Daria natarczywie dzwoniła Taisiji, domagając się, by przyjechał odebrać ich syna przy wypisie — Oleg jednak nie mógł chodzić. Taisija nie chciała konfrontacji. Nie umiała przestać kochać męża, ale i nie mogła odejść, choć on domagał się umieszczenia go w domu opieki.
– Nie kocham cię – oznajmił zimno Oleg. – Chcę, żebyś poszła. Nie chcę być ciężarem.
Mimo to Taisija została, wspierała go jedzeniem i staraniami o zdrowie. Po ośmiu miesiącach urodziła córkę — piękną dziewczynkę. Oleg milczał, ale Taisija wierzyła, że się spotkają.
Dzień wypisu był wielkim sprawdzianem. Taisija drżała, widząc, jak Oleg kuleje na balkoniku w stronę niej i ich córki.
– Przebacz mi – wyszeptał. – Nie chciałem być obciążeniem. Rehabilitacja przynosi efekty. Wrócę…
Jego spojrzenie przecięło jej serce, ale to, co zrobiła potem, zawarła w słowie:
– Wiedziałam… że pewnego dnia wrócisz.

Oleg, co ty tutaj robisz?” – przyjechałam do swojej w ciąży klientki, a zamarłam na progu, gdy drzwi otworzył mój własny mąż…
– Taisio, przykro mi prosić – zaczęła drżącym tonem moja stała klientka, Daria – ale czy mogłabyś dziś przyjechać do mnie i zrobić mi manicure w domu? Wiem, że to kłopot, ale lekarz zabronił mi teraz wychodzić z domu, a wieczorem byłoby lepiej. Brzuch od rana ciągnie. Nie dam rady jechać autobusem, a w taksówce okropnie mdli mnie. – Zadzwoniła godzinę przed umówioną wizytą.
Taisija właśnie skończyła manicure u poprzedniej klientki i sprzątała stół. Miałaby później przerwę obiadową – planowała wpaść do pobliskiej kawiarni. Z usług domowych dawno nie korzystała, ale zestaw zawsze miała pod ręką: stara, ale sprawna lampa, jednorazowe narzędzia, wystarczyło tylko dosypać lakieru.
Wczuła się w sytuację Darii – mąż miał zostać dłużej w pracy, pewnie sama będzie w czterech ścianach tęsknić. Bez chwili wahania zgodziła się pojechać.
– Dasz znać, w jakich kolorach chcesz manicure? Żeby dobrać odcienie – zapytała Taisija.
– Zaufam Tobie – odpowiedziała Daria płaczliwie. – Chcę tylko trochę skrócić paznokcie, bo wkrótce rodzę. Coś delikatnego, bez udziwnień. Nie zajmę Ci dużo czasu.
Uzgodniły odpowiednią porę i Taisija poszła na obiad. Choć pogoda była ponura – ciężkie chmury zasłoniły niebo – ona pogrążyła się w lekkim niepokoju. Chciało się płakać, słodyczy, melodramatów pod kocem. Na moment nawet pomyślała, że może sama jest w ciąży. Sprawdziła kalendarzyk – PMS tylko – i postanowiła się nie poddawać tej pogodzie duszy. Wieczorem przytuli męża – wszystko się ułoży.
Po drodze do klientki zahaczyła o ulubioną cukiernię i kupiła ulubione ciastka – myśląc o tym, jak ucieszy z nich Oleg. Napisała mu, że bardzo tęskni – on odpowiedział serduszkiem. I na duszy rozjaśniło się. Zrobiło się lekko, wesoło, chciało się śpiewać, śmiać, wirować.
Gdy podjechała pod blok Darii, na szybie auta zobaczyła drobną mżawkę – wkrótce miał padać deszcz. Zaparkowała niedaleko, weszła do nagrzanego i zaskakująco suchego korytarza, zamówiła windę. Uśmiechała się, myśląc o ciepłym domu, herbacie i kąpieli po powrocie. Mąż też powinien był już być w domu – jutro miał wolne, mogliby wypocząć razem.
Gdy drzwi mieszkania Darii się uchyliły, Taisija zamarła – jeszcze niedawno taka życzliwa klientka… Teraz na progu stał jej mąż.
– Oleg? Co ty tu robisz?! – wyrwało się jej, widząc go w domowym stroju.
– Tasio? Jak mnie znalazłaś? Wyłączyłem telefon… A to ty jesteś ta manikiurzystka! – mówił zaskoczony Oleg, trzymając się za głowę.
Za nim pojawiła się drobna, uśmiechnięta kobieta, głaszcząca brzuch.
– Taisija, proszę, wejdź do salonu. Oleżek, puść ją już do środka — mówiła Daria. – Musimy pogadać.
– Ty to specjalnie zaaranżowałaś?! – burknął Oleg, zwracając się do niej.
– Naprawdę… twoja żona okazała się zbyt głupia. Słaba się okazała. To jest mój Oleg, Taisija. Opowiadałam ci o nim! Wkrótce zostanę mamą, syn mi się urodzi. On już remontuje pokój dla naszego dziecka. Twoja rola żony jest już zajęta. Oleg tak się cieszył z mojej ciąży… 👇👇 Kontynuacja w pierwszym komentarzu pod zdjęciem 👇👇👇
