— Lepiej pilnuj swojego męża, żeby nie kręcił się koło mojej wnuczki — oburzała się babcia.

Tak się złożyło, że rodzice małej Taji się rozwiedli i zostawili córkę pod opieką babci Agnieszki. Mama Taji wyjechała do Petersburga do nowego ukochanego, który nie chciał cudzego dziecka. Babcia ciężko wzdychała i potępiała swoją nieodpowiedzialną córkę, ale Tajię przyjęła i dobrze się nią opiekowała.

Mieszkały w małym miasteczku, gdzie było zaledwie kilka tysięcy mieszkańców. Wszyscy się tam znali — jeśli ktoś kichnął na jednym końcu, to na drugim już wiedzieli kto to był. Wieści o tym, że córka Agnieszki się rozwiodła, porzuciła dziecko i wyjechała za kochankiem, szybko się rozeszły. Ale babcia Agnieszka nie dawała powodu do plotek i na każde niechciane pytanie odpowiadała ostro:

— I co, Agnieszka, teraz niańczysz się z wnuczką? Córka uciekła za nowym szczęściem i nawet nie zapytała, czy chcesz się zajmować dzieckiem!

— To nie twoja sprawa — odpowiadała gniewnie Agnieszka i odwracała się na pięcie, jeśli była w drodze, albo wyrzucała nieproszonych gości za drzwi, jeśli była w domu.

Taisia dobrze się uczyła, ale miała jeden problem — była bardzo piękna. Koleżanki z klasy zazdrościły jej, a chłopcy chodzili za nią krok w krok i pisali listy miłosne. Taisia z nikim się nie spotykała, ale każdy chłopiec uważał, że wybrała rywala, przez co w klasie dochodziło do poważnych bójek.

— Lepiej pilnuj swojego męża, żeby nie kręcił się koło mojej wnuczki — oburzała się babcia.

— Tajko, powiem ci jedno, moja dziewczynko. Jesteś bardzo piękna, a pięknym ludziom, jak i pięknym kwiatom, nie jest łatwo. Każdy chce taki kwiat zerwać i mieć tylko dla siebie. Tak samo będzie z tobą. Jest wielu dobrych ludzi, ale też wielu złych i zawistnych. Będą próbować rzucać na ciebie błotem, żeby ściągnąć cię do swojego poziomu. Ale ty znaj swoją wartość i nie rozmieni się na drobne. Czekaj na kogoś, kto pokocha cię nie za wygląd, ale za duszę i rozum — pouczała babcia Agnieszka.

— Ach, babciu, jakie to trudne. Nie mam żadnych przyjaciółek, każda chce się ze mną trzymać tylko dlatego, że podobam się najlepszym chłopakom. Ale wszystkie dziewczyny są jakieś puste i fałszywe — narzekała Taisia.

— Nie martw się, znajdziesz przyjaciółkę, czuję to — pocieszała ją babcia jak mogła.

I rzeczywiście, gdy skończyła się szkoła podstawowa i zaczęła średnia, do ich klasy przyszła nowa dziewczyna. Miała rude włosy i piegi, była wesoła i odważna. Od razu zyskała sympatię klasy, bo była niezależna. Posadzili ją w ławce z Taisią.

— Jestem Marta, a ty jak masz na imię? — zapytała rudowłosa.

— Taisia — odpowiedziała dziewczyna.

— Zostańmy przyjaciółkami! Niedawno przeprowadziliśmy się tutaj z rodzicami i nikogo tu nie znam — zaproponowała Marta.

— Dobrze — zgodziła się Taisia, sama zdziwiona swoją odpowiedzią, choć w duchu myślała, że Marta będzie taka sama jak inne.

Okazało się, że Marta była dobrą przyjaciółką i ciekawą rozmówczynią. Opowiedziała Taisii o swoim życiu w dużym mieście, o ulubionych książkach i filmach, o tym, że trenuje karate i chciałaby kontynuować. Dziewczyny były nierozłączne. Po szkole chodziły do siebie nawzajem — raz do Taji, raz do Marty. Rodzice nie mieli nic przeciwko ich przyjaźni. Marta nie przejmowała się tym, że Taisia jest piękna — wręcz przeciwnie, była z niej dumna.

— Lepiej pilnuj swojego męża, żeby nie kręcił się koło mojej wnuczki — oburzała się babcia.

— Patrzę na ciebie, Taju, i serce mi się raduje. Bóg stworzył taką urodę! Brawo! — chwaliła przyjaciółkę Marta.

Dziewczyny razem skończyły szkołę, Marta dostała się na uniwersytet w Petersburgu i wyjechała na studia, a Taisia została w miasteczku, bo marzyła, by zostać cukiernikiem. Zatrudniła się w lokalnej kawiarni i robiła desery — na urodziny, wesela i inne okazje. Jej wypieki stały się bardzo popularne i wszyscy zamawiali ciasta tylko u niej.

W wieku osiemnastu lat Taisia była jeszcze piękniejsza. Żaden mężczyzna w miasteczku nie mógł przejść obok niej obojętnie. Ona jednak nie wyróżniała nikogo. Wkrótce pojawił się problem — zaczęli ją odwiedzać żonaci mężczyźni z miasteczka i flirtować. Taisia ich odrzucała, ale byli bardzo nachalni. Niektórzy nawet zakładali się, z kim spędzi pierwszą noc.

— Tajeczko, może dziś wieczorem przejdziemy się nad rzeką? Bardzo chciałbym spędzić z tobą trochę czasu — mówił Nikołaj, ojciec trójki dzieci.

— Przestań, wstydź się! — karciła go Taisia.

Ale mężczyźni nie dawali za wygraną. Czekali na nią po pracy i proponowali odprowadzenie. Niektórzy się złościli, że im odmawiała (a odrzucała wszystkich), i krzyczeli:

— Znamy takie niedostępne! Wielka mi dama!

Taisii było ciężko tego słuchać, ale zaciskała zęby i szła do domu. Wkrótce pojawiły się kolejne kłopoty. Głupi mężowie zaczęli porównywać swoje żony do Taisii i to wywołało nienawiść żon wobec biednej dziewczyny.

— Spójrz, Galka, jaka piękna ta Tasia u Agnieszki. Sama słodycz! Aż chciałoby się ją schrupać!

Żony zorientowały się, dokąd ich mężowie chodzą wieczorami i przyszły z pretensjami. Zamiast obwiniać mężów, całą złość wylały na Taisię.

Przychodziły do kawiarni i beształy ją, jakby to była jej wina, że jest piękna.

— Nie kokietuj mojego męża, słyszysz?! Bo ci powyrywam te twoje piękne włosy! — krzyczała jedna z żon.

W tym momencie w progu kawiarni stanęła Agnieszka.

— Lepiej pilnuj swojego męża, Iro, a Tasia nie jest niczemu winna! Trzymaj się z dala od mojej wnuczki! — oburzyła się i pogroziła pięścią rozwścieczonej kobiecie.

— Lepiej pilnuj swojego męża, żeby nie kręcił się koło mojej wnuczki — oburzała się babcia.

Babcia bardzo liczyła na to, że Tasia znajdzie dobrego chłopaka, ale problem polegał na tym, że porządni chłopcy bali się do niej podejść — uważali, że na nią nie zasługują.

Gdy szykany ze strony żon stały się nie do zniesienia, dziewczyna postanowiła wyjechać z miasteczka. Miała już dwadzieścia lat, znalazła pracę w kawiarni w dużym mieście, gdzie już na nią czekano. Jakże nie chciała opuszczać rodzinnej miejscowości i ukochanej babci!

Płakała długo, zanim podjęła ostateczną decyzję. Ale babcia ją wspierała.

– Jedź, wnuczko, w dużym mieście wszystko wygląda inaczej i twoja uroda nie będzie się tak rzucać w oczy – pocieszała ją Agnessa, sama ledwo powstrzymując łzy.

– Babciu, będę do ciebie dzwonić i przyjeżdżać na weekendy – obiecywała Tasza.

– Nie martw się o mnie, wnuczko, poradzę sobie. Bardzo chcę, żebyś była szczęśliwa, masz złote ręce i serce! – babcia z trudem powstrzymywała łzy.

Tasza wyjechała i zatrudniła się w francuskiej kawiarni. Wszystkie wypieki przygotowywano tam według przepisów szefa kuchni Pierre’a, który był Francuzem. Skrupulatnie przestrzegał on zasad kuchni francuskiej i nie lubił, gdy ktoś zmieniał przepisy lub dodawał coś od siebie. Ku zaskoczeniu wszystkich, poprawki Taszy akceptował bez zastrzeżeń. Był wielbicielem kobiecego piękna i nową pracownicę wręcz ubóstwiał, pozwalając jej na to, czego nie tolerował u innych. Często stawiał ją też za wzór.

– Patrzcie i uczcie się od mademoiselle Taissii, naśladujcie ją – mówił do personelu. Nie mieli wyjścia – musieli się podporządkować. Prawdziwej sympatii do Taszy im to jednak nie dodawało.

Pierre był rozwiedziony, we Francji została jego była żona i córka. Zakochał się w Taszy całym sercem i poświęcał jej swoje desery, ale nie miał odwagi wyznać jej miłości. Tasza wszystko czuła, ale nie odwzajemniała jego uczuć – raczej traktowała go jak ojca. Pierre to widział i cicho wzdychał z boku.

Pewnego dnia, wracając po pracy do wynajmowanego u starszej pani pokoju, Tasza niespodziewanie wpadła na znajomego chłopaka ze swojego miasteczka.

– Tasza? To ty? – zapytał zdziwiony, widząc ją w kawiarni.

— Lepiej pilnuj swojego męża, żeby nie kręcił się koło mojej wnuczki — oburzała się babcia.

– Tak, to ja – uśmiechnęła się. – A ty chyba jesteś Kostia?

– Tak, Kostia. Chodziliśmy do równoległych klas, ale pewnie mnie nie pamiętasz, zawsze byłaś otoczona chłopakami – powiedział Kostia. – Niedawno się tu przeprowadziłem, studiuję na uniwersytecie. Nigdy nie spotkałem tak pięknej dziewczyny jak ty i byłem pewien, że z kimś się spotykasz. Moi koledzy też tak myśleli.

– Wiesz, moja uroda cały czas sprawia mi problemy, których zwykłe dziewczyny nie mają – poskarżyła się Tasza. – Wciąż jestem sama, bo każdy kandydat uważa, że jestem już z kimś. A ja po prostu jestem samotna.

– Nie myślałem o tym w ten sposób, ale teraz cię rozumiem – powiedział Kostia. – Bardzo się cieszę, że cię tu spotkałem, Taszo. Jesteś mi bliska, bo pochodzisz z naszego miasteczka. I od dawna cię kocham. Jeśli nie masz nic przeciwko, zapraszam cię dziś wieczorem na spacer.

– Nie mam nic przeciwko – odpowiedziała i zaśmiała się. Przy Kości czuła się swobodnie, nie musiała udawać kogoś innego, być surowa i niedostępna. Była po prostu sobą – i to właśnie Kości się najbardziej podobało.

Zaczęli się spotykać, a pewnego weekendu przyjechali razem do rodzinnego miasteczka. Kilka sąsiadek Taszy, które wreszcie zrozumiały, że dziewczyna nie była winna temu, że ich mężowie się nią zachwycali, podeszły do niej i poprosiły o przebaczenie.

– Taszo, wybacz nam – powiedziała jedna z kobiet, spuszczając wzrok. – Byłyśmy niesprawiedliwe.

– Wszystko w porządku – odpowiedziała, przytulając ją. – Najważniejsze, że to już za nami.

Następnego dnia Tasza i Kostia wybrali się na spacer po miasteczku. W parku spotkali kolejną sąsiadkę – Marinę, która kiedyś także ją potępiała.

– Taissio, mogę z tobą porozmawiać? – zapytała nieśmiało Marina, podchodząc do pary.

– Oczywiście, Marino – odpowiedziała dziewczyna, puszczając rękę Kości.

– Chciałam przeprosić za to, jak kiedyś się zachowywałyśmy z dziewczynami. Byłyśmy niesprawiedliwe – powiedziała Marina, spuszczając głowę.

— Lepiej pilnuj swojego męża, żeby nie kręcił się koło mojej wnuczki — oburzała się babcia.

– Rozumiem, ale to było bardzo przykre. Nigdy żadnej z was nie zrobiłam nic złego! – emocjonalnie powiedziała Taissia. – To nie moja wina, że mój wygląd przyciągał waszych mężów.

– Masz rację. Gdy wyjechałaś, emocje opadły. A wy jesteście teraz razem? – zapytała jedna z sąsiadek, patrząc na nią i Kościę.

– Tak, jesteśmy parą – powiedziała zawstydzona Tasza.

Taissia i Kostia wrócili do miasta i kontynuowali budowanie swojego związku. Kostia ukończył studia i dostał dobrą pracę, a Tasza nadal pracowała w kawiarni.

Pewnego wieczoru, gdy siedzieli razem na ławce w parku, Kostia wziął Taissię za rękę i powiedział:

– Taszo, chcę, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie najważniejsza i najbardziej ukochana. Chcę spędzić z tobą całe życie. Wyjdziesz za mnie?

Dziewczyna bez wahania odpowiedziała:

– Tak, Kostio.

Pobrali się w małym kościółku w ich rodzinnym miasteczku. Na ślubie byli obecni bliscy i przyjaciele, w tym babcia Agnessa, która nie mogła powstrzymać łez radości. Przyjechała też z daleka Marta, która szczerze cieszyła się z szczęścia przyjaciółki i również płakała ze wzruszenia podczas ceremonii.

– No, przyjaciółko, gratuluję! – powiedziała, obejmując ją Marta.

Po ślubie Taissia i Kostia wrócili do miasta i rozpoczęli nowe życie. Często odwiedzali Agnessę, która nie mogła się na nich napatrzeć i cicho się cieszyła.

Z czasem Taissia stała się znaną cukierniczką, otworzyła własną kawiarnię, a jej wypieki cieszyły się ogromną popularnością. Często woziła słodkości do domów dziecka, bo miała bardzo dobre serce. Kostia zawsze ją wspierał i w końcu Taissia odnalazła swoje prawdziwe szczęście, którego strzegła z całych sił.

— Lepiej pilnuj swojego męża, żeby nie kręcił się koło mojej wnuczki — oburzała się babcia.

— Lepiej pilnuj swojego męża, żeby nie kręcił się koło mojej wnuczki — oburzała się babcia.

Tak się złożyło, że rodzice małej Taji się rozwiedli i zostawili córkę pod opieką babci Agnieszki. Mama Taji wyjechała do Petersburga do nowego ukochanego, który nie chciał cudzego dziecka. Babcia ciężko wzdychała i potępiała swoją nieodpowiedzialną córkę, ale Tajię przyjęła i dobrze się nią opiekowała.

Mieszkały w małym miasteczku, gdzie było zaledwie kilka tysięcy mieszkańców. Wszyscy się tam znali — jeśli ktoś kichnął na jednym końcu, to na drugim już wiedzieli kto to był. Wieści o tym, że córka Agnieszki się rozwiodła, porzuciła dziecko i wyjechała za kochankiem, szybko się rozeszły. Ale babcia Agnieszka nie dawała powodu do plotek i na każde niechciane pytanie odpowiadała ostro:

— I co, Agnieszka, teraz niańczysz się z wnuczką? Córka uciekła za nowym szczęściem i nawet nie zapytała, czy chcesz się zajmować dzieckiem!

— To nie twoja sprawa — odpowiadała gniewnie Agnieszka i odwracała się na pięcie, jeśli była w drodze, albo wyrzucała nieproszonych gości za drzwi, jeśli była w domu.

Taisia dobrze się uczyła, ale miała jeden problem — była bardzo piękna. Koleżanki z klasy zazdrościły jej, a chłopcy chodzili za nią krok w krok i pisali listy miłosne. Taisia z nikim się nie spotykała, ale każdy chłopiec uważał, że wybrała rywala, przez co w klasie dochodziło do poważnych bójek.

— Tajko, powiem ci jedno, moja dziewczynko. Jesteś bardzo piękna, a pięknym ludziom, jak i pięknym kwiatom, nie jest łatwo. Każdy chce taki kwiat zerwać i mieć tylko dla siebie. Tak samo będzie z tobą. Jest wielu dobrych ludzi, ale też wielu złych i zawistnych. Będą próbować rzucać na ciebie błotem, żeby ściągnąć cię do swojego poziomu. Ale ty znaj swoją wartość i nie rozmieni się na drobne. Czekaj na kogoś, kto pokocha cię nie za wygląd, ale za duszę i rozum — pouczała babcia Agnieszka.

— Ach, babciu, jakie to trudne. Nie mam żadnych przyjaciółek, każda chce się ze mną trzymać tylko dlatego, że podobam się najlepszym chłopakom. Ale wszystkie dziewczyny są jakieś puste i fałszywe — narzekała Taisia.

— Nie martw się, znajdziesz przyjaciółkę, czuję to — pocieszała ją babcia jak mogła.

I rzeczywiście, gdy skończyła się szkoła podstawowa i zaczęła średnia, do ich klasy przyszła nowa dziewczyna. Miała rude włosy i piegi, była wesoła i odważna. Od razu zyskała sympatię klasy, bo była niezależna. Posadzili ją w ławce z Taisią.

— Jestem Marta, a ty jak masz na imię? — zapytała rudowłosa.

— Taisia — odpowiedziała dziewczyna. 👇👇 Kontynuacja w pierwszym komentarzu pod zdjęciem 👇👇👇

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się z przyjaciółmi:
Sekrety codziennego życia