— Kola, jestem w domu! — zawołała Nadia, zamykając drzwi za sobą.
W mieszkaniu panowała cisza, przerywana tylko cichym szumem telewizora w salonie. Zdjęła szpilki i z ulgą pocierała obolałe stopy. Dziewięciogodzinny dzień w księgowości, wypełniony kwartalnymi raportami, dał się we znaki pulsującym bólem w skroniach i ogólnym zmęczeniem ciała.
Przeszła przez korytarz, zdjęła płaszcz i mimowolnie spojrzała w lustro. Spojrzała na nią zmęczona trzydziestopięcioletnia kobieta, z ciemnymi cieniami pod oczami i potarganymi po wietrznym dniu kasztanowymi włosami. „Piękność”, pomyślała z ironicznym uśmiechem, po czym powlokła się do salonu.
Kola siedział rozciągnięty na kanapie w tej samej pozycji, w której zostawiła go rano. Nie zmienił ani spodni od piżamy, ani rozciągniętej koszulki. Na stoliku leżała pusta filiżanka po herbacie i talerz z okruszkami ciastek.
— Widziałam twoich siostrzeńców na dole! — powiedziała, zatrzymując się w progu salonu.
— Mhm… — odpowiedział niewyraźnie, nie odrywając wzroku od telewizora, gdzie leciał nowy odcinek serialu.
— Udawali, że mnie nie poznają! — ciągnęła, uważnie obserwując reakcję męża. — Patrzyli mi prosto w oczy i szybko przeszli obok! Dziwne, prawda?
Kola w końcu oderwał wzrok od ekranu.
— Pewnie się spieszyli… Wiesz, nastolatki… — mruknął.
— Mają po dwadzieścia lat, jakie nastolatki?! — zmarszczyła brwi Nadia. — I w dodatku to dziwne! Byli u nas w mieszkaniu?

— Tak, wpadli na chwilę! — Kola znów spojrzał w telewizor. — Chcieli coś zapytać ojca, a on nie odpowiadał, więc przyszli do mnie!
Nadia zauważyła drobne gesty zdradzające kłamstwo: nerwowe drgnięcie kącika ust, unikanie kontaktu wzrokowego. Kola wykonywał obie te rzeczy.
— Rozumiem… — odparła. — Idę coś zjeść, umieram z głodu!
Mąż coś mamrotał, już całkowicie wciągnięty w fabułę serialu.
W kuchni Nadia otworzyła lodówkę, wyobrażając sobie obiad. Wczoraj wieczorem przygotowała zapiekankę z warzywami i kurczakiem — na trzy dni. Teraz zamiast pojemnika z jedzeniem znalazła jedynie pustą miskę z resztkami sosu.
Uniosła brwi i zaczęła sprawdzać pozostałe półki. Zniknęły ciasta, które kupiła w przerwie obiadowej, a także słoik czerwonego kawioru, trzymany na specjalną okazję. Nie było też serowego przysmaku z pleśnią, zakupionego z rabatem.
— Co do cholery? — wymamrotała, otwierając zamrażarkę.
Zapasy pierogów również się zmniejszyły. Nawet paczka mrożonych jagód na smoothie była częściowo opróżniona.
Zamknęła lodówkę i oprzeła się o nią plecami. Połączyła w głowie wizytę siostrzeńców, dziwne zachowanie męża i pusty lodówkowy regał. Obraz stawał się jasny, ale bardzo nieprzyjemny.
— Kola! — zawołała, wracając do salonu. — Możesz oderwać się od telewizora?
— Teraz jest najciekawszy moment! — machnął ręką, nie patrząc na nią.
— A gdzie podziała się cała żywność z lodówki? — stanęła przed mężem, krzyżując ręce na piersi.
Kola zmarszczył brwi, próbując patrzeć przez nią.
— Jakie jedzenie? Nie ruszałem twojej zapiekanki!
— To kto ją zjadł? Duch domowy? — w jej głosie zabrzmiały metaliczne nuty. — Ciasta, ser, kawior, połowa naszych zapasów?
Mąż chwilę wyglądał na zakłopotanego, potem zirytowanego, a w końcu obojętnego.

— Pewnie chłopaki coś podjedli… W końcu rosną… — wzruszył ramionami.
— Trochę?! — gniew wypełnił Nadję. — Zniszczyli wszystkie zapasy! Po pracy nie mam co jeść!
— No to podgrzej zupę! — odparł Kola. — Była przecież jakaś!
Nadia głęboko odetchnęła. Sprzeczka z mężem podczas jego serialowego seansu była bezcelowa. Poszła więc na kuchnię. Podgrzała zupę i zaczęła przeglądać szafki z ryżem i makaronem — paczki prawie puste.
— Wszystko wygrzebali… — wyszeptała.
Zjadła zupę, po czym wróciła do salonu, przemyślając ostatnie tygodnie: znikające produkty, puste opakowania, niedoszacowany budżet. Teraz wszystko nabrało sensu.
— Chcę porozmawiać! — usiadła naprzeciw męża. — To nie pierwszy raz, gdy znika jedzenie!
Kola spięty, próbował się tłumaczyć: „Chłopcy coś podjedli, co to za różnica?”.
— Ogromna! — podkreśliła Nadia. — Przychodzę z pracy głodna, a tu nie ma niczego do jedzenia! Wszystko, co kupiłam i przygotowałam!
— To nasza wspólna pensja… — mruknął Kola. — Nie dzielmy na twoje i moje!
— To moje wysiłki! — odparła. — A oni niczego nie kupili ani nie przygotowali!
Rozgorzała wymiana zdań, w której Nadia wykazała wszystkie przewinienia męża i siostrzeńców: pusty portfel, zabrane pieniądze na mieszkanie, zniszczone święta, opróżnione wino.
W końcu, zmęczona i zdeterminowana, Nadia podeszła do lustra.
— Wiele zniosłam… — powiedziała. — Twoją leniwą postawę, brak zaangażowania w dom, lekceważenie naszego budżetu… Ale zdrada — to za wiele!
Kola podszedł do niej z tyłu.
— Jaką zdradę, Nadja? — zapytał.

— Jeszcze raz, a choćby jeden z twoich głodnych siostrzeńców pojawi się w naszym mieszkaniu, złożę pozew! — jej głos był lodowaty.
Kola odskoczył, jakby został uderzony.
— Nie zrobisz tego!
— Zrobię! — jej oczy płonęły determinacją. — Bo mam dość bycia zasobem do wykorzystywania! Mam dość niewidzialności w własnym domu! Mam dość życia w niedostatku, podczas gdy inni korzystają z naszych zapasów!
Mąż opadł na krzesło.
— Nie wiedziałem, że to dla ciebie tak ważne…
— I w tym jest problem! — odparła. — Nie pomyślałeś o mnie, podejmując te decyzje!
Wyjęła telefon i zadzwoniła do siostrzeńców męża.
— Stas? To Nadia, żona twojego wujka! — jej głos był lodowaty. — Jutro o szóstej wieczorem przynieście klucze do naszego mieszkania i dwanaście tysięcy, które wzięliście bez pytania! W przeciwnym razie zgłoszę kradzież na policję!
Po rozmowie odwróciła się do męża.
— Wybieraj, Kola! Albo twoi siostrzeńcy, albo ja! Bo razem już nie damy rady żyć!
Po raz pierwszy Kola spojrzał na żonę z pełnym zrozumieniem.
— Oczywiście, ty, Nadja! — powiedział cicho.
Nadia wiedziała jednak, że jego „zawsze” może w każdej chwili zniknąć. Teraz jednak chciała tylko spokoju i odpoczynku po długim, wyczerpującym dniu. Wiedziała, że postawiła pierwszą, ale najważniejszą granicę w ich małżeństwie i w tym domu.

— Jeszcze raz zobaczę któregoś z twoich wiecznie głodnych siostrzeńców w naszym mieszkaniu, a złożę pozew rozwodowy! Rozumiesz? — ostrzegła Agata, nie odrywając od męża przenikliwego spojrzenia.
— Kola, jestem w domu! — zawołała Nadia, zamykając drzwi za sobą.
W mieszkaniu panowała cisza, przerywana tylko cichym szumem telewizora w salonie. Zdjęła szpilki i z ulgą pocierała obolałe stopy. Dziewięciogodzinny dzień w księgowości, wypełniony kwartalnymi raportami, dał się we znaki pulsującym bólem w skroniach i ogólnym zmęczeniem ciała.
Przeszła przez korytarz, zdjęła płaszcz i mimowolnie spojrzała w lustro. Spojrzała na nią zmęczona trzydziestopięcioletnia kobieta, z ciemnymi cieniami pod oczami i potarganymi po wietrznym dniu kasztanowymi włosami. „Piękność”, pomyślała z ironicznym uśmiechem, po czym powlokła się do salonu.
Kola siedział rozciągnięty na kanapie w tej samej pozycji, w której zostawiła go rano. Nie zmienił ani spodni od piżamy, ani rozciągniętej koszulki. Na stoliku leżała pusta filiżanka po herbacie i talerz z okruszkami ciastek.
— Widziałam twoich siostrzeńców na dole! — powiedziała, zatrzymując się w progu salonu.
— Mhm… — odpowiedział niewyraźnie, nie odrywając wzroku od telewizora, gdzie leciał nowy odcinek serialu.
— Udawali, że mnie nie poznają! — ciągnęła, uważnie obserwując reakcję męża. — Patrzyli mi prosto w oczy i szybko przeszli obok! Dziwne, prawda?
Kola w końcu oderwał wzrok od ekranu.
— Pewnie się spieszyli… Wiesz, nastolatki… — mruknął.
— Mają po dwadzieścia lat, jakie nastolatki?! — zmarszczyła brwi Nadia. — I w dodatku to dziwne! Byli u nas w mieszkaniu?
— Tak, wpadli na chwilę! — Kola znów spojrzał w telewizor. — Chcieli coś zapytać ojca, a on nie odpowiadał, więc przyszli do mnie!
Nadia zauważyła drobne gesty zdradzające kłamstwo: nerwowe drgnięcie kącika ust, unikanie kontaktu wzrokowego. Kola wykonywał obie te rzeczy.
— Rozumiem… — odparła. — Idę coś zjeść, umieram z głodu!
Mąż coś mamrotał, już całkowicie wciągnięty w fabułę serialu.
W kuchni Nadia otworzyła lodówkę, wyobrażając sobie obiad. Wczoraj wieczorem przygotowała zapiekankę z warzywami i kurczakiem — na trzy dni. Teraz zamiast pojemnika z jedzeniem znalazła jedynie pustą miskę z resztkami sosu..…👇👇 Kontynuacja w pierwszym komentarzu pod zdjęciem 👇👇👇
