CZĘŚĆ 1 — DZIEWCZYNA W DESZCZU
Pierwszy raz, kiedy Kate Hayes zapytała Leo Russo, czy może usiąść obok niego, była całkowicie przemoczona przez deszcz, drżała ze zmęczenia i nie miała pojęcia, że dwóch uzbrojonych mężczyzn obserwuje ją z drugiego końca biblioteki.
Stara czytelnia Uniwersytetu Loyola pachniała mokrą wełną, przypaloną kawą i napięciem.
Sesja egzaminacyjna zamieniła każdy stół w pole bitwy. Otwarte laptopy, książki pełne notatek, kolorowe kartki i studenci, którzy szeptem powtarzali modlitwy przed skomplikowanymi wzorami z chemii.
Kate zatrzymała się przy wejściu, mocno ściskając podręcznik pielęgniarstwa przy piersi.
Jej tani sweter wciąż był wilgotny na rękawach po gwałtownej burzy, która szalała na zewnątrz.
Od dwóch dni spała najwyżej po cztery godziny.
Jej matka zmarła osiem miesięcy wcześniej.
Czynsz za mieszkanie zalegał.
A wszystkie miejsca w bibliotece były zajęte.
Wszystkie…
Poza jednym.
W głębi sali, ukryty między wysokimi dębowymi regałami, siedział młody mężczyzna, który wyglądał tak, jakby pochodził z zupełnie innego świata.
Miał może dwadzieścia dwa lata, ale w jego nieruchomej postawie było coś znacznie starszego.
Czarny płaszcz idealnie układał się na jego szerokich ramionach.
Jego ciemne oczy nie poruszały się tak jak oczy zwykłego studenta.
Nie szukały stron książki.
Nie śledziły notatek.
Obserwowały wyjścia.
Ludzi.
Potencjalne zagrożenie.
Kate przez kilka sekund się wahała.
Potem powoli ruszyła w jego stronę.
— Czy mogę usiąść obok ciebie? — zapytała cicho.
Leo Russo podniósł wzrok.
Przez krótką chwilę zapomniał o wszystkich zasadach, które przez lata pozwalały mu przeżyć.
Dziewczyna miała krople deszczu na rzęsach i głębokie cienie pod zmęczonymi oczami.
Mokre włosy przylegały jej do twarzy.
Wyglądała krucho.
Ale nie była to słabość.
Była to kruchość człowieka, który walczył zbyt długo i mimo wszystko nadal szedł naprzód.
Leo powinien odmówić.
Powinien ją chronić.
Powinien kazać jej odejść.
Zamiast tego wskazał wolne krzesło naprzeciwko siebie.
— Dziękuję — powiedziała Kate z ulgą, siadając.
— Dzisiaj jest tutaj prawdziwy chaos.
— Egzaminy — odpowiedział.
Jego głos był niski, zachrypnięty i spokojny.
Kate lekko się uśmiechnęła.
— Jestem Kate.
— Leo.
Otworzyła książkę.
Ale uwaga Leo już dawno była gdzie indziej.
Dwóch mężczyzn stało przy regałach.
Drogie płaszcze.
Szerokie ramiona.
Dłonie zbyt blisko kieszeni kurtek.
Leo rozpoznał jednego z nich.
Thomas Graziano.
Człowiek Moronich.
Zabójca.
Serce Leo zwolniło.
Nie ze strachu.
Z koncentracji.
Pracował dla rodziny Costa — odwiecznych przeciwników rodziny Moroni.
Jeśli Graziano był tutaj z jego powodu, spokojna biblioteka za chwilę mogła zamienić się w miejsce śmierci.
Ale wtedy Leo zauważył coś dziwnego.
Graziano nie patrzył na niego.
Patrzył na Kate.
Wzrok Leo wrócił do dziewczyny siedzącej naprzeciwko.
Podkreślała właśnie fragment dotyczący układu krążenia, lekko przygryzając wargę w skupieniu.
Niewinna.
Jak mały płomień świecy w pomieszczeniu pełnym benzyny.
— Jesteś z Chicago? — zapytał Leo.
— Urodziłam się tutaj i całe życie tu mieszkam — odpowiedziała. — Tylko ja i moja mama. Była pielęgniarką. Zmarła w zeszłym roku.
— Przykro mi.
Kate spojrzała na niego zaskoczona nagłą delikatnością w jego głosie.
— Dziękuję. Nigdy nie poznałam mojego ojca. Mama mówiła, że zmarł, zanim się urodziłam. Był zwykłym sprzedawcą. Wypadek samochodowy.
Spróbowała się uśmiechnąć.
Leo nie potrafił.
Bo znał tę historię.

Słyszał ją wiele lat wcześniej.
W ciemnych korytarzach, gdzie potężni ludzie decydowali o losach innych.
Dominic Moroni.
Najbardziej przerażający mafijny boss Chicago.
Dwadzieścia lat wcześniej niemal zginął przed szpitalem.
Młoda pielęgniarka uratowała mu życie.
Przez krótki czas ją kochał.
Potem kobieta zniknęła całkowicie ze świata przestępczego.
Niektórzy mówili, że miała córkę.
Dziecko-widmo.
Ukryte.
Chronione.
Daleko od przemocy.
Leo spojrzał na Kate Hayes.
Dziewczynę martwiącą się ceną książek i zaległym czynszem.
Dziewczynę, która nie miała pojęcia, że właśnie znalazła się w centrum wojny.
Przez trzy tygodnie Leo próbował trzymać się z dala od Kate.
Bezskutecznie.
Na początku przekonywał sam siebie, że to tylko ostrożność. Że musi ją obserwować, bo może być częścią większej gry.
Że powinien wiedzieć, dlaczego ludzie Moronich jej szukają.
Ale z każdym kolejnym dniem coraz trudniej było mu udawać, że chodzi tylko o obowiązek.
Kate zaczęła siadać obok niego za każdym razem, gdy biblioteka była pełna.
A później nawet wtedy, gdy były wolne miejsca.
Przynosiła tanią kawę w papierowych kubkach i kolorowe fiszki zapisane drobnym, starannym pismem.
Rozmawiała, kiedy była zdenerwowana.
Milczała, kiedy wspomnienie o matce znów ściskało jej serce.
Leo odkrył, że Kate nienawidzi prosić o pomoc.
Że pracuje nocami w małej klinice, żeby opłacić rachunki.
Że czasami nadal wybiera numer telefonu swojej matki tylko po to, aby usłyszeć nagranie z poczty głosowej.
Powinna być dla niego jedynie zadaniem.
Kimś, kogo należy wykorzystać.
Kimś, kto był częścią wojny między rodzinami.
Ale zamiast tego Leo zaczął chronić te informacje jak coś niezwykle cennego.
Pewnego wieczoru, po zakończeniu nauki, spacerowali wzdłuż jeziora Michigan.
Niebo miało ciężki, fioletowy kolor, a zimny wiatr przesuwał się między ulicami Chicago.
Kate schowała dłonie w rękawach zbyt dużego płaszcza.
— Wiesz coś? — powiedziała nagle.
Leo spojrzał na nią.
— Cały czas wyglądasz tak, jakbyś czekał, aż ktoś cię zaatakuje.
Mężczyzna milczał.
— Może właśnie tego się spodziewam — odpowiedział po chwili.
Kate uśmiechnęła się lekko.
Ale uśmiech zniknął, gdy zrozumiała, że on wcale nie żartował.
— Jesteś niebezpieczny, Leo?
Mógł skłamać.
Kłamał już ludziom znacznie bardziej bezwzględnym niż ona.
Ale przy Kate każde kłamstwo wydawało mu się ciężkim kamieniem w ustach.
— Tak.
Dziewczyna zatrzymała się.
Wiatr poruszył jej włosami.
Przez chwilę w jej oczach pojawił się strach.
Ale zaraz potem coś innego.
Ciekawość.
Smutek.
Może świadomość, że przed nią stoi kolejny samotny człowiek, który całe życie próbował po prostu przetrwać.
— Jesteś niebezpieczny dla mnie? — zapytała cicho.
Leo długo patrzył jej w oczy.
Potem odpowiedział:
— Nie.
Była to pierwsza obietnica, jaką złożył od wielu lat.
I pierwsza, którą naprawdę chciał dotrzymać.
Następnego wieczoru Vincent Costa wezwał go do starego zakładu przemysłowego w dzielnicy Fulton Market.
W powietrzu mieszały się zapach surowego mięsa, wybielacza, cygar i strachu.
Vincent siedział za metalowym biurkiem z uśmiechem człowieka, który właśnie znalazł coś niezwykle wartościowego.
— Znaleźliśmy ducha Moroniego — powiedział, rzucając teczkę na stół.
Leo poczuł, jak krew zastyga mu w żyłach.
Powoli otworzył dokumenty.
Pierwsze zdjęcie wysunęło się na blat.
Kate.
Wychodziła z biblioteki.
A za nią znajdował się Leo.
Vincent zaśmiał się cicho.
— No proszę… już stałeś się dla niej kimś ważnym.
Leo zachował kamienną twarz.
— Ona nic nie wie.
— I właśnie dlatego jest tak cenna.
Vincent pochylił się nad stołem.
— Jutro wieczorem odizolujesz ją. Zabierzemy ją. Moroni odda nam szlaki transportowe portu albo odeślemy mu córkę kawałek po kawałku.

Leo słuchał tych słów, jakby dochodziły z bardzo daleka.
Widział uśmiech Kate.
Jej zmęczone dłonie.
Jej głos:
„Czy mogę usiąść obok ciebie?”
Vincent zgasił cygaro.
— Zrób to, Leo. A w końcu staniesz się jednym z nas.
Leo wyszedł z budynku z ciężarem śmierci na piersi.
Znalazł Kate niedaleko Navy Pier.
Stała owinięta swoim za dużym płaszczem i trzymała w dłoniach kubek gorącego cydru.
Kiedy go zobaczyła, uśmiechnęła się.
Ale po chwili zauważyła jego twarz.
— Leo?
Podszedł szybko i chwycił ją za ramiona.
— Musimy stąd odejść. Natychmiast.
Jej uśmiech zniknął.
— Przerażasz mnie.
— Powinnaś się bać.
Twarz Kate nagle pobladła.
— Co się dzieje? Ci mężczyźni z biblioteki… widzę ich wszędzie. Myślałam, że wariuję.
Leo spojrzał na nią poważnie.
— Nie wariujesz.
Chciał powiedzieć więcej.
Chciał wyznać całą prawdę.
Ale wtedy dwa reflektory przecięły mokrą ulicę.
Czarny SUV skręcił w ich stronę.
Bez świateł.
Leo zareagował szybciej niż zdążył pomyśleć.
— Na ziemię!
Drzwi samochodu otworzyły się.
Zamaskowani mężczyźni unieśli broń.
Kate krzyknęła, gdy kule rozbiły szybę pobliskiej kasy biletowej.
Leo rzucił się na nią, przewracając ją na beton i osłaniając własnym ciałem.
Huk strzałów rozdarł noc.
Po drugiej stronie nabrzeża Thomas Graziano wyciągnął srebrny pistolet i ruszył w ich stronę.
Samochód gwałtownie skręcił.
Uderzył w barierkę.
Rozległy się syreny.
Dym.
Krzyki.
Chaos.
Kate kurczowo trzymała się płaszcza Leo.
— Kim oni są? — zapytała przez łzy.
Leo ukrył ją za stalowym filarem, zasłaniając własnym ciałem.
Spojrzał jej prosto w oczy.
I po raz pierwszy w życiu postanowił zdradzić własną rodzinę.
— To ludzie, którzy chcą cię wykorzystać.
Kate drżała.
— Wykorzystać mnie… do czego?
Leo milczał.
Bo wiedział, że następne słowa zmienią całe jej życie.
W końcu wyszeptał:
— Bo jesteś o wiele ważniejsza, niż ci się wydaje.
I właśnie wtedy Kate zrozumiała, że jej spokojne życie dobiegło końca.
Ale nadal nie znała najgorszej części prawdy.
Nie wiedziała jeszcze, kim naprawdę był jej ojciec.
— Wykorzystać mnie… do czego? — wyszeptała Kate, opierając plecy o zimną metalową barierkę.
Leo patrzył na nią i po raz pierwszy od wielu lat poczuł prawdziwy strach.
Nie o siebie.
O nią.
Przeżył strzelaniny, zdrady i wojny między potężnymi rodzinami przestępczymi. Widział śmierć z bliska i wielokrotnie ocierał się o własny koniec.
Ale nie potrafił pogodzić się z tym, że to właśnie on wciągnął w ten koszmar dziewczynę, która pewnego deszczowego dnia po prostu poprosiła:
„Czy mogę usiąść obok ciebie?”
— Oni nie szukają cię dlatego, że zrobiłaś coś złego, Kate — powiedział cicho. — Szukają cię, ponieważ jesteś kimś.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
— Co to znaczy?
Leo nie odpowiedział od razu.
W oddali było słychać syreny policyjne. Ostatnie samochody napastników znikały już na mokrych ulicach Chicago.
Mężczyzna spojrzał na nią i delikatnie ujął jej dłoń.
— Najpierw zabiorę cię w bezpieczne miejsce. Potem opowiem ci całą prawdę. Obiecuję.
Kate spojrzała na ich splecione dłonie, a potem na jego twarz.
— Wiedziałeś, prawda?
Te słowa zabolały go bardziej niż jakakolwiek kula.
Leo milczał.
A jego milczenie było odpowiedzią.
Godzinę później znajdowali się w starym domu na obrzeżach Chicago.
To było jedno z niewielu miejsc, gdzie Leo mógł czuć się naprawdę bezpiecznie.
Kate siedziała na kanapie owinięta kocem, ale nadal drżała.
Nie z zimna.
Ze strachu przed prawdą, która miała za chwilę zmienić wszystko.
— Kim ja jestem, Leo?
Mężczyzna stał przy oknie i patrzył na światła miasta.
Miasta, w którym pieniądze często kupowały milczenie.
Miasta, gdzie nazwisko mogło znaczyć więcej niż prawo.
Miasta, w którym jej własne pochodzenie właśnie rozpaliło kolejną wojnę.
Leo odwrócił się powoli.
— Twój ojciec nazywa się Dominic Moroni.
Przez kilka sekund Kate nawet nie mrugnęła.
Po prostu patrzyła na niego.
Potem zaśmiała się cicho, niedowierzająco.
— Nie.
— Kate…
— Nie. To niemożliwe.
Leo zrobił krok w jej stronę.
— Dominic Moroni był najpotężniejszym i najbardziej przerażającym człowiekiem w Chicago.
Pokręciła głową.
— Moja matka mówiła, że mój ojciec był zwyczajnym człowiekiem.
Leo spuścił wzrok.
— Twoja matka próbowała cię chronić.
I wtedy zaczął opowiadać.
Opowiedział jej o młodym Dominicu Moronim.
O człowieku, którego wszyscy się bali, ale którego nikt naprawdę nie znał.
O człowieku, który pewnego dnia poznał kobietę, która zobaczyła w nim coś więcej niż tylko nazwisko i władzę.
Elizabeth Hayes.
Młodą pielęgniarkę, która uratowała mu życie po zamachu.
Nie widziała w nim potwora.
Nie widziała mafijnego bossa.
Widziała po prostu człowieka, który był ranny i samotny.
Przez krótki czas Dominic wierzył, że może zmienić swoje życie.
Że może zostawić za sobą świat przemocy.
Ale jego przeszłość nie pozwoliła mu odejść.
Kiedy Elizabeth odkryła prawdę o jego działalności, uciekła.
Zabrała swoją małą córkę i zniknęła.
Sprawiła, że wszyscy uwierzyli, iż dziecko nie żyje.
Wiedziała bowiem, że gdyby wrogowie rodziny Moroni dowiedzieli się o istnieniu córki Dominica, Kate natychmiast stałaby się narzędziem w wojnie o władzę.
Kate zakryła twarz dłońmi.
— Moja matka umarła, nosząc ten sekret całe życie…
— Umarła, żeby cię chronić — odpowiedział Leo.
Następnego dnia wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał.
Dominic Moroni przyjechał osobiście.
Człowiek, który przez dziesięciolecia wzbudzał strach w całym Chicago, wszedł do pokoju i zobaczył Kate.
Przez kilka sekund najpotężniejszy mafijny boss miasta przestał być legendą.
Przestał być człowiekiem, którego bali się wszyscy.
Był tylko ojcem patrzącym na córkę, którą stracił dwadzieścia lat wcześniej.
— Masz oczy swojej matki — powiedział drżącym głosem.
Kate stała nieruchomo.

— Kobiety, którą pan kochał?
Dominic powoli skinął głową.
— Kobiety, która była jedyną dobrą rzeczą, jaka kiedykolwiek pojawiła się w moim życiu.
Ale Kate nie rzuciła mu się w ramiona.
Była zbyt zraniona.
— Wiedział pan, gdzie jestem?
Dominic spuścił wzrok.
— Wiedziałem, że żyjesz.
— I nigdy pan po mnie nie przyszedł?
Te słowa uderzyły go mocniej niż jakikolwiek cios.
— Gdybym pojawił się w twoim życiu, zostałabyś wciągnięta w mój świat. Twoje życie przestałoby być twoje.
Kate milczała.
Bo pierwszy raz zobaczyła w oczach Dominica coś, czego nigdy nie kojarzyła z nazwiskiem Moroni.
Ból.
Tymczasem Vincent Costa przygotowywał swój ostatni ruch.
Dowiedział się, że Leo go zdradził.
I chciał zniszczyć wszystkich.
Ale popełnił jeden ogromny błąd.
Zapomniał, że Leo nie był już chłopakiem, którego kiedyś wychował.
Kiedyś Leo żył tylko dla rozkazów.
Teraz żył dla dziewczyny, która pewnego dnia spojrzała na niego bez strachu.
Dziewczyny, która nie wiedziała, kim był.
I mimo tego zobaczyła w nim człowieka.
Atak Costy został odkryty, zanim jeszcze się rozpoczął.
Dominic i Leo połączyli siły.
Po raz pierwszy dwie wrogie rodziny nie skierowały broni przeciwko sobie.
Stanęły razem.
Przeciwko człowiekowi, który chciał zamienić niewinną dziewczynę w narzędzie zemsty i władzy.
Kiedy Vincent zrozumiał, że przegrał, uśmiechnął się gorzko.
— Zniszczyłeś wszystko dla niej?
Leo spojrzał mu prosto w oczy.
— Nie.
Zrobił krótką przerwę.
— Dzięki niej pierwszy raz w życiu coś zbudowałem.
Minęły kolejne miesiące.
Chicago zaczęło się zmieniać.
Imperium Moroniego nie było już takie jak dawniej.
Dominic wiedział, że nie może wymazać wszystkich lat, które spędził w świecie przemocy. Nie mógł cofnąć decyzji, które skrzywdziły wielu ludzi.
Ale po raz pierwszy w życiu naprawdę chciał zrobić coś dobrego.
Sprzedał część swoich interesów.
Zamknął działalność, która była związana z przestępczym światem.
Zaczął pomagać ludziom, których kiedyś ignorował.
Wspierał kliniki, szkoły i miejsca dla osób, które nie miały nikogo, kto stanąłby po ich stronie.
Nie wszyscy mu wybaczyli.
Nie wszyscy uwierzyli w jego przemianę.
I Dominic to rozumiał.
Bo wiedział, że zaufania nie można kupić pieniędzmi.
Trzeba na nie zapracować.
Każdego dnia.
Kate kontynuowała studia pielęgniarskie.
Nie pozwoliła, aby nazwisko Moroni zmieniło ją w kogoś, kim nigdy nie chciała być.
Nie stała się księżniczką mafii.
Nie ukrywała się za bogactwem i ochroną.
Nadal była tą samą dziewczyną, która kiedyś martwiła się ceną podręczników i rachunkiem za mieszkanie.
Dziewczyną, która pomagała innym, ponieważ wiedziała, jak wygląda samotność.
Ale teraz miała coś, czego wcześniej nigdy nie miała.
Rodzinę.
Choć relacja z Dominikiem nie była łatwa.
Było zbyt wiele pytań.
Zbyt wiele lat straconych.
Zbyt wiele bólu.
Czasami Kate była na niego zła.
Czasami nie potrafiła zrozumieć, dlaczego pozwolił jej dorastać bez ojca.
Ale z czasem zaczęła widzieć coś więcej niż tylko nazwisko Moroni.
Widziała człowieka.
Ojca, który przez dwadzieścia lat żył z poczuciem winy.
A Leo?
Leo Russo zostawił ten świat na zawsze.
Porzucił przemoc.
Porzucił życie, w którym każdy dzień mógł być ostatnim.
Dostał pracę w prywatnej ochronie.
Po raz pierwszy miał normalny harmonogram.
Normalne mieszkanie.
Normalne życie.
Coś, czego nigdy wcześniej nie znał.
Ale najważniejsza zmiana wydarzyła się w nim samym.
Przez całe życie myślał, że jest tylko narzędziem.
Że jego wartość zależy od tego, jak dobrze wykonuje rozkazy.
Kate pokazała mu, że może być kimś więcej.
Że człowiek nie jest skazany na swoją przeszłość.
Pewnego chłodnego wieczoru Leo i Kate wrócili do miejsca, w którym wszystko się zaczęło.
Do starej biblioteki Uniwersytetu Loyola.
Tej samej sali, gdzie po raz pierwszy spojrzeli na siebie.
Tej samej sali, gdzie zmęczona, przemoczona dziewczyna poprosiła nieznajomego mężczyznę o jedno wolne miejsce.
Kate siedziała przy tym samym drewnianym stole.
Przed nią leżała otwarta książka.
Leo podszedł z dwoma kubkami kawy.
Postawił jeden przed nią.
Kate spojrzała na niego z uśmiechem.
— Wiesz… kiedy pierwszy raz zapytałam: „Czy mogę usiąść obok ciebie?”, myślałam tylko, że potrzebuję wolnego miejsca.
Leo usiadł naprzeciwko niej.
— A ja myślałem, że będziesz moim największym błędem.
Kate uniosła brew.
— A teraz co myślisz?
Leo przez chwilę milczał.
Patrzył na dziewczynę, która zmieniła całe jego życie.
Potem odpowiedział:
— Teraz myślę, że byłaś moją jedyną szansą, żeby stać się lepszym człowiekiem.
Kate delikatnie chwyciła jego dłoń.
Za oknem zaczęło padać.
Ta sama deszczowa pogoda, która wiele miesięcy wcześniej zaprowadziła ją do tego stołu.
Ale tym razem Kate nie była już samotną dziewczyną bez przeszłości.
Znała swoją historię.
Znała swoje korzenie.
Wiedziała, kim jest.
Ale przede wszystkim zrozumiała jedną ważną rzecz:
Rodzina nie zawsze oznacza tylko więzy krwi.
Czasami rodziną są ludzie, którzy zostają przy tobie wtedy, gdy cały świat odwraca się plecami.
Pewnego dnia po prostu zapytała:
— Czy mogę usiąść obok ciebie?
Nie wiedziała wtedy, że jedno proste zdanie zmieni dwa życia.
Nie wiedziała, że cichy mężczyzna siedzący po drugiej stronie stołu został wysłany, aby ją zniszczyć.
Nie wiedziała, że człowiek, którego powinna się bać, stanie się osobą, która ją uratuje.
Ale Leo Russo nigdy nie zapomniał tamtego deszczowego dnia.
Bo podczas gdy inni widzieli w Kate tylko córkę najbardziej przerażającego mafijnego bossa Chicago…
On zobaczył coś zupełnie innego.
Zobaczył zmęczoną, przemokniętą i samotną dziewczynę.
Dziewczynę, która nie potrzebowała pieniędzy.
Nie potrzebowała władzy.
Nie potrzebowała wielkiego nazwiska.
Potrzebowała tylko miejsca, gdzie mogłaby usiąść.
Obok kogoś.
I właśnie wtedy zaczęła się historia, która zmieniła ich oboje.

„Czy mogę usiąść obok ciebie?” — wyszeptała w deszczu, nie wiedząc, że cichy mężczyzna przed nią jest jej wrogiem… i że ona jest tajną córką najbardziej przerażającego mafijnego bossa Chicago
CZĘŚĆ 1 — DZIEWCZYNA W DESZCZU
Pierwszy raz, kiedy Kate Hayes zapytała Leo Russo, czy może usiąść obok niego, była całkowicie przemoczona przez deszcz, drżała ze zmęczenia i nie miała pojęcia, że dwóch uzbrojonych mężczyzn obserwuje ją z drugiego końca biblioteki.
Stara czytelnia Uniwersytetu Loyola pachniała mokrą wełną, przypaloną kawą i napięciem.
Sesja egzaminacyjna zamieniła każdy stół w pole bitwy. Otwarte laptopy, książki pełne notatek, kolorowe kartki i studenci, którzy szeptem powtarzali modlitwy przed skomplikowanymi wzorami z chemii.
Kate zatrzymała się przy wejściu, mocno ściskając podręcznik pielęgniarstwa przy piersi.
Jej tani sweter wciąż był wilgotny na rękawach po gwałtownej burzy, która szalała na zewnątrz.
Od dwóch dni spała najwyżej po cztery godziny.
Jej matka zmarła osiem miesięcy wcześniej.
Czynsz za mieszkanie zalegał.
A wszystkie miejsca w bibliotece były zajęte.
Wszystkie…
Poza jednym.
W głębi sali, ukryty między wysokimi dębowymi regałami, siedział młody mężczyzna, który wyglądał tak, jakby pochodził z zupełnie innego świata.
Miał może dwadzieścia dwa lata, ale w jego nieruchomej postawie było coś znacznie starszego.
Czarny płaszcz idealnie układał się na jego szerokich ramionach.
Jego ciemne oczy nie poruszały się tak jak oczy zwykłego studenta.
Nie szukały stron książki.
Nie śledziły notatek.
Obserwowały wyjścia.
Ludzi.
Potencjalne zagrożenie.
Kate przez kilka sekund się wahała.
Potem powoli ruszyła w jego stronę.
— Czy mogę usiąść obok ciebie? — zapytała cicho.
Leo Russo podniósł wzrok.
Przez krótką chwilę zapomniał o wszystkich zasadach, które przez lata pozwalały mu przeżyć.
Dziewczyna miała krople deszczu na rzęsach i głębokie cienie pod zmęczonymi oczami.
Mokre włosy przylegały jej do twarzy.
Wyglądała krucho.
Ale nie była to słabość.
Była to kruchość człowieka, który walczył zbyt długo i mimo wszystko nadal szedł naprzód.
Leo powinien odmówić.
Powinien ją chronić.
Powinien kazać jej odejść.
Zamiast tego wskazał wolne krzesło naprzeciwko siebie.
— Dziękuję — powiedziała Kate z ulgą, siadając.
— Dzisiaj jest tutaj prawdziwy chaos.
— Egzaminy — odpowiedział.
Jego głos był niski, zachrypnięty i spokojny.
Kate lekko się uśmiechnęła.
— Jestem Kate.
— Leo.
Otworzyła książkę.
Ale uwaga Leo już dawno była gdzie indziej.
Dwóch mężczyzn stało przy regałach.
Drogie płaszcze.
Szerokie ramiona.
Dłonie zbyt blisko kieszeni kurtek.
Leo rozpoznał jednego z nich.
Thomas Graziano.
Człowiek Moronich.
Zabójca.
Serce Leo zwolniło.
Nie ze strachu.
Z koncentracji.
Pracował dla rodziny Costa — odwiecznych przeciwników rodziny Moroni.
Jeśli Graziano był tutaj z jego powodu, spokojna biblioteka za chwilę mogła zamienić się w miejsce śmierci.
Ale wtedy Leo zauważył coś dziwnego.
Graziano nie patrzył na niego.
Patrzył na Kate.
Wzrok Leo wrócił do dziewczyny siedzącej naprzeciwko.
Podkreślała właśnie fragment dotyczący układu krążenia, lekko przygryzając wargę w skupieniu.
Niewinna.
Jak mały płomień świecy w pomieszczeniu pełnym benzyny.
— Jesteś z Chicago? — zapytał Leo.
— Urodziłam się tutaj i całe życie tu mieszkam — odpowiedziała. — Tylko ja i moja mama. Była pielęgniarką. Zmarła w zeszłym roku.👇👇 Kontynuacja w pierwszym komentarzu pod zdjęciem 👇👇👇
